|
ŻRÓDŁO WIECZNYCH DŹWIĘKÓW
"Twórczosć"
Zabawa z muzyką to rzecz stara jak świat i całkiem poważna. Nie każdy może i powinien muzyką się bawić. Słuchaczom dostarcza ona wtedy radości, kiedy znikają problemy techniczne, a wirtuozi improwizują (albo umiejętnie udają), wykorzystując skojarzenia, sposoby artykulacyjne, aranżacyjne i w ogóle aktywnie muzykują. Zabawa jest zaprzeczeniem bierności. Nie została stworzona dla głupich i ospałych. Pomysł, zaskoczenie, pointa wymagają zaangażowania, elastycznych emocji. Z marsza może się zaraz narodzić walczyk albo galop. Z frazy lirycznej "wyskakuje" staccato, a z wypunktowanych rytmów, robionych tzw. krótkim smyczkiem, rodzi się rozwibrowana kantylena. Nic nie trwa wiecznie. Kto tu zresztą mówi o wieczności, jeżeli kalejdoskop tematów, rozwiązań, brzmień i barw intensywnie migocze, błyszczy. Słyszalne melodie są takimi kolorowymi szkiełkami, które jak tylko zaistnieją, to natychmiast znikają. Członkowie Grupy MoCarta nasiąkli melodyką rozmaitego pochodzenia. Można powiedzieć, że ona ich "rozsadza", w konsekwencji powstają połączenia. Jakże wydają się oczywiste! Na przykład gdy figuracja Sonaty księżycowej wplata się w Summertime Gershwina albo kiedy Lato z Czterech pór roku Vivaldiego przemienia się w piosenkę Lato, lato Krzemińskiego i Kerna. Bawią ich redukcje, liczne inkrustacje materiału muzycznego - coś w rodzaju niespodzianek. To tak, jak gdyby chcieli jeszcze bardziej przymrużyć oczy, podkreślić dystans, z jakim cieszą siebie i słuchaczy. Może to być interesujące dla tych, którzy bez błędu rozpoznają utwory, bo brzmią im w pamięci niczym własna młodość. Jest też ciekawe dla ich dzieci, które z kolei zafascynowane strukturą i jakością wykonań zwrócą uwagę na piosenki ojców i dziadków. To prawda, że instrumentalistów MoCarta interesuje głównie lekka muza, ale przemycili Vivaldiego (ciężki to on już nie jest...), przebój Bacha (Toccata i fuga d-moll), Chopina (Preludium e-moll), Ryszarda Straussa (wstęp do Tako rzecze Zaratustra) i jeszcze kilka innych szlagierów mistrzów. Grupa MoCarta pozostaje wierna zasadzie zmienności, która leży u podstaw muzyki klasycznej, ale przecież gra nowocześnie, stosuje własne, autorskie aranżacje wolne od napuszenia, celebry. Pełne za to wigoru, miejscami swingu (w stylu Grappellego). Grupa MoCarta poszła dalej niż wiele współczesnych kwartetów smyczkowych, które z satysfakcją wykonują muzykę od Bacha do heavy metalu. Tu mamy zabawę w totalną asymilację wszystkiego, co w duszy gra. Piosenki i parodie. Można je odebrać jako wyraz zasłużonej wdzięczności dla kompozytorów z czasów PRL, których twórczość pełna była inwencji, jakś wyzwalało klasyczne muzyczne wykształcenie. Wystarczy wymienić Władysława Szpilmana, Andrzeja Zielińskiego, Seweryna Krajewskiego, Benedykta Konowalskiego, Lucjana Kaszyckiego. Oczywiście Grupę MoCarta interesuje i inspiruje najbardziej warstwa muzyczna. Uprawiają także gry znaczeniowe, np. wtedy, kiedy "militaryzują" muzykę do popularnego telewizyjnego serialu lub gdy w zakończeniu przedstawiają swoją wersję "Prześlicznej wiolonczelistki". Dziwnie się tego słucha po tragicznej śmierci wiolonczelisty zespołu, Artura Reniona. Dziwnie, ale przecież z poczuciem tajemnej mocy, którą daje muzyka. Może ona przetrwać wszelkie okoliczności. Za jej pomocą rozmawiamy z ludzmi, których już nie ma, lecz właśnie przez to są i będą obecni. To jest tak, jak z Wolfgangiem Amadeuszem, którego pózni krewni (Filip Jaślar, Michał Sikorski, Paweł Kowaluk i Artur Renion) obrali sobie za patrona i protoplastę. Radość grania jest dla nich formą istnienia, którego kres równoznaczny byłby z zanikiem muzyki. Pozostańmy razem z nimi, a wtedy przemijanie będzie sprawą względną. Wieczna stanie się pogoda i siła ducha, dzięki którym żyjąc teraz, prowadzimy dialog z tym, co już było. Grupa MoCarta doprowadza słuchaczy aż do dnia dzisiejszego. W tym celu między innymi wykorzystuje (za obopólną zgodą) głos Natalii Kukulskiej. Ważniejszy jest jednak świat skojarzeń. Za jego sprawą doświadczamy poczucia jedności wśród wielkiego zróżnicowania. Przekraczamy bariery czasu w towarzystwie niestrudzonej przewodniczki - sztuki dzwięków.
Lech Koczywąs
TWÓRCZOSĆ, luty, 2001
|