|
W pałacu - ze smyczkiem i humorem
Rozpoczął się czwarty rok popołudniowych koncertów w salonie Pałacu Herbsta. Choć zwykle o tej porze słuchaliśmy kolęd, tym razem zaproponowano coś zupełnie innego:występ Grupy MoCarta.
Artyści grający w tym zespole określają się jako "kwartet smyczkowy o ambicjach kabaretu muzycznego". Ic rozrywkową przynależność potwierdzają liczne nagrody na przeglądach twórczości kabaretowej. Wkonują jednak również muzykę klasyczną, a także współpracują m.in. z Marylą Rodowicz i Robertem Jansonem.
Sobotni koncert zespół w składzie: Filip Jaślar, Michał Sikorski, Paweł Kowaluk i Bolesław Błaszczyk rozpoczął dość tradycyjnie, jakby chciał przekonać publiczność, że żartując można grać też "poważnie". Nawiązując do tradycji salonowego muzykowania, dla której popołudniowe koncerty na Księżym Młynie wydają się wprost wymarzone, artyści wybrali najbardziej znane i popularne kompozycje mistrzów klasycyzmu i baroku. Usłyszeliśmy m.in. "Eine kleine Nachtmusik" Wolfganga Amadeusza Mozarta i dwie części z podwójnego "Koncertu d-moll" Jana Sebastiana Bacha. Pierwsza część koncertu, choć złożyły się na nią lekkie kompozycje, wyglądała więc dość zwyczajnie: ubrani w galowe stroje muzycy siedzieli grzecznie przy swoich pulpitach, i grali.
Ładnie, choć nie zachwycająco, w najmniejszym stopniu nie zapowiadając tego, co czekało słuchaczy po przerwie.
Po jej zakończeniu sala koncertowa zamieniła się w kabaretową. Nikt z obecnych pewnie nie przypuszczał, że stary, poczciwy Beethoven czy Mozart potrafią rozbawić do łez, "Eine kleine Nachtmusik" może kojarzyć się z wieloma tytułami starych dobranocek, a "Toccata i fuga d-moll" mistrza Bacha mogą przekształcić się w kaprys Paganiniego. Tego wieczoru jednak wszystko było możliwe, także to, że wiolonczela zamienia się w gitarę, a "Deszczowa piosenka" wywołuje taką ulewę, że wodę trzeba spuszczać nawet ze skrzypcowych kołków. A gdy to nie daje rezultatu, pozostaje już tylko zanurkować przy akompaniamencie beatlesowskiej "Yellow Submarine".
Aby wystąpić z takim programem, nie wystarczy byc wykształconym instrumentalistą - trzeba jeszcze odkryć w sobie żyłkę kabaretową, której członkom Grupy MoCarta z pewnością nie brakuje. Celował w tym zwłaszcza grający partię II skrzypiec Michał Sikorski. Parodiując Kate Winslet i Leonarda do Caprio, aktorów ze słynnego "Titanica", rozbawił publiczność do łez. Podczas koncertu muzycy bawili się nie gorzej od publiczności.
Magdalena Sasin
15.01.2002
|