21 lipca 2002, Warszawa, Sala Kongresowa



Udzial Grupy MoCarta w koncercie Bobby McFerrina

Warszawski koncert Bobby McFerrina odbył się w ramach festiwalu Warsaw Summer Jazz Days. Artysta polecił swojemu managerowi zaprosić na scenę różne polskie zespoły, które miały za zadanie czymś go zaskoczyć. Na deskach Sali Kongresowej pojawiły się zatem takie zespoły jak: Kapela z Chmielnej, sakosofonista Adam Pierończyk, trio akordeonowe Motion Trio oraz Grupa MoCarta.

Zestawienie dwóch tak przeciwległych biegunów jak elegancki kwartet smyczkowy, grający muzykę poważną (aczkolwiek na wesoło) z nieużywającym żadnych instrumentów oprócz własnego głosu jazzmanem, ubranym w skromny T-Shirt i jeansy - dało niesamowity rezultat. Muzycy zagrali swój najbardziej znany utwór "Eine Kleine Welt Musik", a Bobby miał za zadanie w odpowiednim momencie włączyć się ze swoimi improwizacjami. Słysząc znajome takty mozartowskiej kompozycji, już chciał zaintonować znajome nuty, lecz został zupełnie zaskoczony przez zmianę nastroju na góralski, a widok Filipa skaczącego przez smyczek, niczym baca przez ciupagę - wprawił go w niesamowite zdumienie. Następnie znowu próbował włączyc się płynące znajome takty lecz został zdominowany przez jodłującego Michała, który z nieukrywaną satysfakcją spoglądał na siedzącego skromnie na krześle artystę. Następnie podczas żydowskiej części "Eine Kleine Welt Musik" Bobby McFerrin zaczął rozpaczliwie szlochać. W czasie części hiszpańskiej, kiedy Michał rzucił Bolkowi czerwoną różę - przytrzymał ustami mikrofon, niczym łodygę kwiatu, a potem zaczął naśladować dźwięk kastanietów.

To nie była jednak ostatnia atrakcja w wykonaniu Grupy MoCarta. Bobby McFerrin został ubrany we frak, Filip włożył mu skrzypce pod brodę, ustawił rękę na gryfie i trzymając razem z nim smyczek, zaintonował "Sambę na jedną nutę"! W ten oto sposób, występujący na co dzień solo muzyk, który ponadto nie używa nigdy żadnych instrumentów, stał się na chwilę członkiem kwartetu smyczkowiego i zagrał na skrzypcach. Co więcej, w drugiej części utworu, kiedy Bobby razem z Filipem grał na skrzypcach melodię samby, Michał, Paweł i Bolek odłożyli instrumenty i niczym sam mistrz Bobby zanucili swoje partie podkładu muzycznego, po raz kolejny zaskakując głównego bohatera wieczoru.

Ale niespodziankom nie było końca. Artysta polecił Grupie MoCarta zagrać sambę jeszcze raz od początku i sam z wdziękiem zanucił linię melodyczną. Koncert w Sali Kongresowej udowodnił, że muzyka jest językiem uniwersalnym, za pomocą którego porozumieć mogą się tak odmienne kultury i style muzyczne.

Przeczytaj recenzję z Gazety Wyborczej
Recenzja z Rzeczpospolitej